Ubezpieczenia grupowe
Ile kosztuje ubezpieczenie grupowe i kto faktycznie za nie płaci – firma czy pracownik?
Nie zawsze to pracodawca finansuje polisę. Wyjaśniam, jak wyglądają modele finansowania grupówek i co można zyskać, gdy firma dorzuca choć część składki.
W tym artykule:
- 1. Skąd biorą się kwoty w ofertach ubezpieczenia grupowego
- 2. Od czego realnie zależy wysokość składki w grupówce
- 3. Kto faktycznie płaci za ubezpieczenie grupowe – modele finansowania
- 4. Jak policzyć, czy ubezpieczenie grupowe „się spina” dla firmy i pracowników
- 5. Jak rozsądnie ułożyć finansowanie grupówki w Twojej firmie
Skąd biorą się kwoty w ofertach ubezpieczenia grupowego
To jest pytanie, które bardzo często słyszę od właścicieli firm z Gliwic, Zabrza czy Katowic: „Panie Zbyszku, jedna oferta mówi o 35 zł za pracownika, druga o 65 zł, trzecia o 90 zł – skąd te różnice, przecież to wszystko ‘grupówka’?”
Na pierwszy rzut oka wszystkie propozycje wyglądają podobnie – logo znanej firmy, kilka stron tabeli świadczeń, gdzieś tam suma na życie, gdzieś pobyt w szpitalu. Dopiero jak siądziemy do liczb i do tego, co za daną składkę faktycznie stoi, wychodzi, że porównujemy czasem zupełnie różne produkty.
Zdarza się, że ktoś pokazuje mi konkurencyjną ofertę i mówi dumnie:„Tu jest taniej o 10 zł na osobę!”. A jak zaczynamy sprawdzać:
- suma na życie niższa o połowę,
- brak poważnych zachorowań albo bardzo wąska lista,
- pobyt w szpitalu liczony dopiero od 4. czy 5. dnia,
- brak jakiejkolwiek części zdrowotnej (typu konsultacje, badania).
I nagle okazuje się, że ta „tania grupówka” jest po prostu okrojoną wersją, która na papierze wygląda nieźle, ale w życiu – pomaga dużo mniej.
Dlatego zanim zaczniemy rozmawiać, czy ubezpieczenie grupowe jest drogie czy tanie, trzeba odpowiedzieć na proste pytanie: „za co dokładnie płacimy?”.
Od czego realnie zależy wysokość składki w grupówce
Składka w ubezpieczeniu grupowym to nie jest liczba „z kapelusza”. Jest kilka elementów, które najmocniej ją kształtują. Jak to rozumiesz, to nagle oferty przestają być „magiczne” i da się je normalnie porównać.
1. Suma ubezpieczenia i zakres świadczeń
Im wyższa suma na życie, szersza lista poważnych zachorowań, wyższe wypłaty za szpital czy operacje – tym składka rośnie. Brzmi banalnie, ale w praktyce to tu dzieje się najwięcej „sztuczek”.
Dwie oferty po 50 zł mogą wyglądać podobnie, a po wczytaniu się w tabelę:
- w jednej śmierć na życie – 100 tys. zł, poważne zachorowania – 50 tys. zł, szpital – 150 zł za dzień;
- w drugiej śmierć – 40 tys. zł, poważne zachorowania – 10 tys. zł, szpital – 40 zł za dzień.
Składka ta sama, ale wartość ochrony – jak dwa różne światy.
2. Liczba osób w grupie i ich wiek
Im większa i bardziej zróżnicowana grupa, tym łatwiej ubezpieczycielowi rozłożyć ryzyko i utrzymać niższą składkę. W praktyce:
- w małej firmie, gdzie jest 7 osób po 50. roku życia, składka będzie wyższa niż w 40-osobowym zespole w wieku 25–40 lat;
- w firmach z dużym udziałem pracy fizycznej (produkcja, budowlanka) poziom ryzyka jest inny niż w biurze.
Tego się nie przeskoczy – ale można to mądrze ułożyć, dobierając sumy i zakres do profilu załogi.
3. Branża i rodzaj wykonywanej pracy
Produkcja, transport, magazyn – tu jest więcej wypadków. IT, biuro, księgowość – więcej problemów zdrowotnych, mniej urazów mechanicznych. Ubezpieczyciel patrzy na statystyki. Ale dobrze ułożona polisą da się uwzględnić te różnice tak, żeby nie przepłacać za coś, co jest mało prawdopodobne, a wzmocnić to, co realnie może się wydarzyć.
4. Część zdrowotna – opieka medyczna, AOZ, assistance
Jeżeli do typowej grupówki dokładamy Allianz Opieka Zdrowotna, konsultacje specjalistów, badania, teleporady, rehabilitację – składka rośnie, ale rośnie też wartość. Pracownicy to czują, bo korzystają z tego na co dzień, a nie tylko „jak coś się stanie”.
5. Poziom udziału firmy
To już temat kolejnej sekcji, ale warto go zaznaczyć: to, czy firma dorzuca 10, 30 czy 100% składki, nie zmienia wysokości składki jako takiej, ale zmienia postrzeganą „cenę” po stronie pracownika.
Kto faktycznie płaci za ubezpieczenie grupowe – modele finansowania
No dobrze, ale przejdźmy do sedna: kto to wszystko finansuje – firma czy pracownik?Odpowiedź brzmi: „to zależy”, ale da się to ująć w trzy podstawowe modele, które najczęściej spotykam w firmach na Śląsku.
Model 1. Ubezpieczenie w całości finansowane przez pracodawcę
To rozwiązanie, które najmocniej robi wrażenie na pracownikach. Firma mówi:„Podstawowy pakiet jest na nasz koszt, każdy z Was ma zapewnioną ochronę”.
Jak to wygląda w praktyce:
- pracodawca opłaca 100% składki za wariant bazowy (np. 30–50 zł miesięcznie na osobę),
- pracownik nie widzi żadnego potrącenia na pasku – traktuje to jak realny benefit, nie „produkt finansowy”,
- często jest możliwość dopłaty przez pracownika do wariantu rozszerzonego (więcej sum, lepsze świadczenia).
Z perspektywy HR to bardzo mocny sygnał: „dbamy o Was nie tylko od 8 do 16, ale też po pracy”.
Model 2. Ubezpieczenie częściowo finansowane przez firmę
Najczęściej spotykane rozwiązanie w firmach produkcyjnych i biurowych, z którymi pracuję. Firma mówi:„My dokładamy część, resztę bierzecie na siebie”.
Przykład z życia:
- pełna składka za sensowny wariant wynosi 80 zł,
- firma deklaruje: „płacimy 40 zł od osoby, reszta (40 zł) potrącana z pensji,
- pracownik widzi na pasku 40 zł, a w zamian dostaje ochronę wartą tyle, ile normalnie kosztowałaby go indywidualna polisa za 120–150 zł.
Dla pracodawcy to kompromis między budżetem a realnym benefitem. Dla pracownika – sygnał: „firma jest ze mną w tym koszcie, nie jestem z tym sam”.
Model 3. Ubezpieczenie w całości płacone przez pracownika
Spotykam to głównie w mniejszych firmach albo tam, gdzie budżet jest mocno napięty. Firma udostępnia możliwość przystąpienia do grupówki, ale mówi wprost:„my organizujemy, Wy decydujecie i płacicie sami”.
Czy to ma sens? Ma – pod warunkiem, że składka jest dobrze skalkulowana, a zakres mocny. Nawet jeśli pracodawca nie dokłada złotówki, sam fakt, że:
- wybrał porządnego ubezpieczyciela (np. Allianz),
- dopilnował warunków,
- zorganizował spotkanie z agentem,
– już jest pewnym „ułatwieniem życia” pracownikom.
Ale szczerze: jeśli firma do tego dorzuca choćby 10–20 zł, zupełnie inaczej to wygląda w oczach ludzi.
Jak policzyć, czy ubezpieczenie grupowe „się spina” dla firmy i pracowników
Zostawmy na chwilę emocje, weźmy kalkulator. Bo prędzej czy później właściciel firmy zada mi pytanie:„Panie Zbyszku, ile to nas będzie kosztowało rocznie?”
1. Prosty rachunek dla pracodawcy
Weźmy przykład małej firmy z Gliwic:
- 20 pracowników,
- składka 70 zł na osobę za sensowny wariant,
- firma chce pokryć 50% składki.
Liczymy:
- 70 zł × 20 osób = 1400 zł miesięcznie pełnej składki,
- firma płaci połowę – 700 zł miesięcznie,
- rocznie to ok. 8400 zł kosztu brutto dla firmy (poniżej jednej średniej pensji rocznie).
Za te pieniądze szef może uczciwie powiedzieć ludziom: „co miesiąc dokładamy do waszego bezpieczeństwa rodzinnego i zdrowotnego”.
2. Jak wygląda to z perspektywy pracownika
W tym samym przykładzie pracownik widzi na pasku 35 zł potrącenia (drugie 35 zł płaci firma). To mniej więcej:
- jedna kawa i ciastko na mieście mniej w miesiącu,
- albo dwa razy mniej niż Netflix i Spotify razem,
- a w zamian – suma na życie np. 120–150 tys. zł, poważne choroby, szpital, wypadki, czasem też część zdrowotna.
Gdy na spotkaniu z pracownikami rozkładamy to na proste porównania typu:„ta sama kwota co dwie paczki papierosów miesięcznie – tylko efekt inny”, to ludzie zaczynają to widzieć zupełnie inaczej.
3. Co z podatkami i księgowością?
Nie będę tu robił wykładu podatkowego – od tego jest księgowość – ale w dużym skrócie: składki finansowane przez pracodawcę zazwyczaj mogą być kosztem firmy. Z kolei po stronie pracownika – jeśli firma płaci całość – może pojawić się przychód do opodatkowania. Dlatego warto to przejść wspólnie z księgową zanim ogłosicie model.
W praktyce w większości firm, z którymi pracuję, temat podatków nie jest blokadą – bardziej kwestia dobrego policzenia i wytłumaczenia ludziom, jak to działa.
Jak rozsądnie ułożyć finansowanie grupówki w Twojej firmie
Gdybym miał jednym zdaniem odpowiedzieć na pytanie z tytułu: „Ile kosztuje ubezpieczenie grupowe i kto faktycznie za nie płaci?” – powiedziałbym tak:
„Koszt grupówki to połączenie tego, co ‘na fakturze’ płaci firma i tego, co ‘na pasku’ dokłada pracownik – a najlepsze efekty są wtedy, gdy obie strony dokładnie wiedzą, za co płacą.”
Jak to poukładać po ludzku? Najczęściej sprawdza się taki model:
- Firma finansuje w całości lub w dużej części wariant bazowy – tak, żeby każdy miał sensowną minimalną ochronę.
- Pracownicy, którzy chcą wyższe sumy, ochronę rodziny czy część zdrowotną, mogą dopłacić do wyższego wariantu.
- Raz w roku robimy przegląd polis i spotkanie z załogą – żeby każdy wiedział, ile to kosztuje i co z tego ma.
- HR i agent pilnują, żeby polisa nie była „zabetonowana” na lata, tylko żyła razem z firmą.
Z mojego doświadczenia wynika, że ludzie nie mają problemu z tym, że coś kosztuje – mają problem z tym, gdy nie wiedzą, za co dokładnie płacą albo gdy widzą, że pracodawca „wrzucił im produkt”, nie dokładając od siebie ani złotówki.
Jeśli chcesz, możemy policzyć konkretnie, jak wyglądałoby ubezpieczenie grupowe w Twojej firmie: ilu macie ludzi, jaki zakres ma sens, ile mogłaby pokryć firma, a ile realnie wyszłoby na osobę. Bez marketingowych slajdów, tylko konkretne liczby na jednej kartce.
Bo na końcu dnia ubezpieczenie grupowe nie jest „drogie” ani „tanie”. Jest albo dobrze ułożone i uczciwie finansowane, albo takie, o którym wszyscy mówią: „nie wiem, ile to kosztuje i czy w ogóle ma sens”. A to już szkoda pieniędzy – niezależnie od kwoty na fakturze.